followers


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jeans. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2014

ready? go!

Przyszła wiosna! wow, Wow, WOW! Tak więc czas na sportowe buty, niezobowiązującą bluzę, słońce, wiatr we włosach, całe dni spędzone na świeżym powietrzu i tego typu bajery. Polecam każdemu! W plenerze dzieje się coraz więcej i nie mam tu tylko na myśli procentowych spotkań nad Wisłą, ale Juwenalia, koncerty, festyny z watą cukrową i balony z helem. Rodzinnie, aktywnie, cukierkowo, och i ach na każdym kroku. Drące buzie dzieci, psy pałętające się pod nogami i obsikujące świeżozazielenione drzewka. Dmuchawce, latawce, wesołe miasteczka. Kocyki, pikniki, zdjęcia, uśmiechy. Koszenie trawy, ćwierkanie ptaków na krzakach, pisk hamulców rowerowych. Dla tego wszystkiego warto się w tej wiośnie zatracić :)
 
fot. Łukasz
jeans shirt: Mustang (sh) / sweatshirt: nn / DIY bracelets

wtorek, 18 lutego 2014

once again?

A może by tak podjąć wyzwanie po raz drugi? Po długiej przerwie, ciszy i spokoju? Hm...
 
fot. Łukasz Trzeciak
jacket: nn / necklace: Cropp

sobota, 31 sierpnia 2013

oh! it's September. almost.

Wstyd i hańba. Ujma na honorze. Mam ochotę się zapaść pod ziemię i nie wychodzić spod niej przez jakiś czas. Bo żeby tyle milczeć i dwa razy obiecywać zmiany, to już lekka przesada. I jeszcze powracać z odgrzewanym kotletem. Kotlet z lipca, bo w sierpniu drzewa mi zasłaniały świat i las nieskończony przeszkadzał w zrobieniu czegokolwiek kreatywnego w tej otchłani zwanej inernetem. Tak to właśnie jest, jak wakacje - dla jednych czas relaksu i błogostanu zwanego popularnie chillem - animują czas 24/7. W dość intensywny sposób. Z dniem dzisiejszym nadeszła wiekopomna chwila, powrót do blogowej działalności i trzeźwości umysłu. Bo choć wakacje jeszcze trwają, to drzew już nie ma, a jedyne co mnie otacza to moja ukochana miejska dżungla.
 
Zostawiam więc lipcowego kotleta odgrzanego, prostego jak zwykle. No, może pomijając biały top - wakacyjne szaleństwo, do utraty tchu.
 
fot. Łukasz Trzeciak
top: H&M


piątek, 26 lipca 2013

lime mix.

Mistrz prostoty powraca! Jak zwykle w wielkim stylu, z kolejną porcją szałowości i hitostwa! Jakkolwiek by to nie brzmiało.
Powracam więc z uderzającą dawką zieleni, co jest jeszcze bardziej zaskakujące, gdyż, ponieważ, bo... zielonych ciuchów w szafie mam sztuk, chyba..., 3. W porywach do 4. Ach, i całość zawierająca się w tej magicznej trójce/czwórce to bluzki najprostsze z najprostszych ever. Ale, ale! Aby po raz kolejny nie wiać nudą i nie przypominać ciepłej kluchy modowo-blogowej dorzucę bransoletkę. To ci heca! Dla odmiany taką, którą swoimi własnymi rękami wykonałam. Bo ostatnio tylko takie mają prawo egzystencji słusznej i szanowanej. Nie, żebym gardziła pozostałym dziełem sztuki zwanym biżuterią, a już na pewno nie bransoletkami. Co to, to nie! Po prostu moje jest moje i podoba mi się niezmiennie i najbardziej. Jakby ktoś został powalony na kolana moimi dziełami tak jak ja sama siebie znokautowałam, to śmiało - przyjmę z pokorą wyrazy zachwytu i radości. A jak ktoś zapragnie podobne cudeńko, to i chwil kilka na kontakt się znajdzie :)
 
O! Prawie zapomniałam - do tiszerta założyłam moje szałowe, luźne spodnie! Bo z nimi lato kojarzy mi się nierozerwalnie. A jak chodzę w nich i w ciepłej bluzie to zima mi się kojarzy. Bo są takie fantastyczne - idealne i na lato i na zimę. Na wiosnę i jesień jakoś niekoniecznie. Nie wiem dlaczego. Ale nie. Nie, bo nie. I do spodni jeszcze żółty szalik, znany już z wiosennego wydania. I skórzana torebka po mamie. Tez już była.
 
 
fot. Łukasz Trzeciak
 
 

niedziela, 21 lipca 2013

mad wolf.

Jak wspominałam w poprzednim poście jestem demonem blogosfery, powalam na kolana swoim szalonym stylem i urywam dupę, bo ogólnie to szał jest. Widoczny w każdym calu. Żeby i tym razem nie odstawać od całości swojego wizerunku (za którym prawdopodobnie trudno Wam nadążyć, bo i ja sama się gubię), prezentuję wymyślny zestaw pt.: 't-shirt & jeansy'. A żeby mu nadać jeszcze bardziej e-passhionowy charakter, co by go nie pomylić z innymi wielkomiejskimi ciuchami, dorzucam komin. Mój ulubiony, a jak! Bo jakby mogło być inaczej. Polecam każdemu - zestaw obowiązkowy na letnie, popołudniowo-wieczorne spacery.
Ale chwila, to nie koniec! Mam jeszcze asa w rękawie, ha! Informację, po której na pewno nikt już nie podniesie się z podłogi, będzie tam leżał i płakał z zazdrości. Totalny nokaut tego wydania! Otóż... koszulka jest z sh. I jest to na tyle istotna informacja, że musiałam o niej napisać właśnie tu i właśnie teraz.
 
fot. Łukasz Trzeciak
T-shirt: nn (sh) / cardigan: H&M

wtorek, 16 lipca 2013

call me CRAZY.

Post po ponad dwóch tygodniach. W sumie mogłabym znowu ponarzekać na życie/świat/to, że nie mam się w co ubrać/na pogodę/na lato/na wakacje/na cokolwiek, ale uwaga, uwaga - nie tym razem!
 
Tym razem stwierdzę fakt. Fakt, który widać gołym okiem i aż wierzyć się nie chce, że tak właśnie jest. Otóż: jestem przepełniona fashionową (neologizm pierwsza klasa!) prostotą. Tak przepełniona, że topię się w niej i zachłystuję za każdym razem kiedy spoglądam na to, co tu wstawiam. Nie, żebym nie miała w sobie pierwiastka wariata, bo przecież jestem taka szalona... Tu przemawia przeze mnie śmiech z samej siebie. Polecam.
Ja po prostu tak już mam, że nie zakładam na siebie miliona warstw, nie robię z siebie clowna i nie chcę, żeby ludzie patrząc na mnie zastanawiali się, czy uciekłam z balu przebierańców czy innej tego typu imprezy.
Więc dzisiaj, ta dam! wow! brawa! szaleństwo w czystej postaci! czerwony top! Szał jest, dupę urywa! Oh yeah!
Taki właśnie paradoks - nie mogę wysiedzieć spokojnie w miejscu, zawsze muszę coś robić i być czymś zajęta, a z wyglądu... nuda! Flaki z olejem!

Dodam jeszcze, że baleriny w kropki już widzieliście, szary szalik również; jeansy też. I żeby nie było "a nie mówiłam?".

fot. Łukasz Trzeciak
Diverse shoes / blezer: nn

sobota, 29 czerwca 2013

batgirl.

Dziś uraczę Was ostatnim postem. W tym miesiącu. Nie że w ogóle. Wyjeżdżam, wracam w połowie lipca. Nie przewiduję czasu wolnego, ani okazji na zrobienie zdjęć, a tym bardziej wrzucenie czegokolwiek tutaj. Już prędzej na fanpage'a, na którego Was zapraszam, jeśli chcecie w ogóle wiedzieć, czy żyję. Jeśli Was to nie interesuje, to też zapraszam. Czasem po prostu coś ciekawego uda mi się wygrzebać z czeluści sieci i tam wstawić - do prawdy inspirujące i chwytające za serce.

A przez najbliższy czas czeka mnie... podróż służbowa - brzmi wspaniale. Wystarczy dodać, że kolonia - wszystko opada. Z rękami na czele. Nie mylić, że na czole, bo to głupie i bez sensu.
Ale spokojnie, spokojnie. Na czilałcie! Powiadam Wam, tylko spokój może nas uratować!!!
 
 fot. Łukasz Trzeciak
blouse: C&A / bracelets: DIY / eco bag: DIY


niedziela, 16 czerwca 2013

promised.

Po pierwsze chciałam powiedzieć, że miałam wstawić tę notkę w środku tygodnia, tak koło środy. Cóż, zagięcie czasoprzestrzeni nie pozwoliło mi jednak tego zrobić, a może tylko tak sobie wmawiam i to przez nawał pracy. Sama już nie wiem. Bo ile można tłumaczyć się zapracowaniem w czasie sesji, mając tylko jeden egzamin i tak już za sobą...
Ale żeby nie wyjść na człowieka, który kryje się pracą powiem tyle - można. Można nie mieć czasu w wakacje... Ale to długa i nie wiem czy na tyle porywająca historia, żeby ją tu i teraz opisywać.
 
Nie żebym chciała znowu narzekać, ale takie zapracowanie i wieczny brak czasu towarzyszą mi chyba od zawsze, a na pewno od magicznego momentu, jakim było rozpoczęcie studiów. Czyli niedługo stuknął trzy lata. Świetnie.
I właśnie z tego powodu (zapracowania, nie tego, że to już prawie trzy lata) spełniam dziś obietnicę złożoną na początku prowadzenia bloga -13 maja - dokładnie rzecz ujmując.
Kurtkę miałam zaprezentować w kolejnej notce, ale jakoś się nie złożyło. Ani w kolejnej, ani w żadnej innej, co nie oznacza, że kurtka wpadła w czarną szafową dziurę i jest nieużywana. Bo w czasie wiosennym praktycznie non stop, a przynajmniej często. Bardzo często.
 
I uwaga, uwaga! To nie wszystko, bo czeka nas również kolejna premiera. Mistrzostwo świata, rozłóżcie czerwony dywan, czekam na oklaski. Ale zanim to nastąpi prezentuję przydługa dygresję: zdałam sobie sprawę, że mimo tego, że moja szafa atakuje mnie codziennie toną ubrań (a ja mimo to, nie wiem, co na siebie włożyć), to na blogu nie pokazałam jeszcze miliona z nich. I tak oto, przejdźmy do sedna sprawy, kolejna nowość - spodnie. W szafie od dwóch, czy trzech lat. Ratują moje cztery litery zarówno latem, jak i zimą. A wszystko dzięki temu, że są luźne. Zimą zakładam do nich buty turystyczne i nie martwię się, że śnieg wpadnie do środka. A latem mogę je podwinąć i jest pięknie. Idealnie na plażę i zachody słońca, kiedy ma się ochotę pospacerować brzegiem morza.
 
fot. Łukasz Trzeciak
 
H&M jacket / trousers: Diverse
 

środa, 5 czerwca 2013

just like that.

Po raz piąty zaczynam pisanie tego posta. Po raz piąty bardzo chcę zwrócić uwagę na to, że przez dwa tygodnie nie wrzuciłam tu nic. I po raz piąty chcę zaznaczyć, że to wszystko przez praktyki. Ale nie wiem jak zacząć. Krew mnie zaleje za chwil kilka. Paradoksalnie, po weekendzie, padam na twarz. Chcę iść spać i nie martwić się tym, że po miesiącu przerwy w zajęciach muszę rano zwlec się z łóżka i łaskawie pofatygować na uczelnię. Z utęsknieniem czekam na sesję, bo w tejże oto sesji egzaminy mam dwa. Z czego jeden jest tylko formalnością. Czyli powiedzmy, że czeka mnie jeden. Brzmi zacnie i tak też właśnie jest. Jednak zanim to nastąpi muszę stoczyć bój ze wszystkim po drodze. Z czasem przed wszystkim. Ale obawiam się, ze wygrana jest niemożliwa lub po prostu możliwa, ale nie dla mnie. Ubolewam nad tym niemiłosiernie, chciałabym, ale nie mogę, to jest silniejsze ode mnie, dno i pięć metrów mułu. Poszłabym spać. Albo poczekałabym na motywację zajmując się czytaniem książek, które pochłonęły mnie ostatnio w całości. Bez przeżuwania, gryzienia ani zbędnych tego typu rzeczy. Jak co pół roku, mniej-więcej, wpadłam w nie i nie mogę się wydostać. Bosko. Tylko czemu teraz, czemu w tym momencie?
 
A że życie nie jest łatwe, nikt nie mówił, że będzie, to zanim nastąpi ten błogi moment, szerokopojętego chillu, muszę pozwolić, by pochłonął mnie wir tworzenia przeróżnego, pod warunkiem, że będzie naukowe. Tzn. nic poza tym, że mam jeszcze milion rzeczy do zrobienia.
Nie o tym jednak chciałam napisać. Mój wewnętrzny głos  każe mi przekazać słów kilka o tym, co za chwilę zobaczycie. Po prostu należy się wytłumaczenie, usprawiedliwienie, zwyczajnie mówiąc - odpowiedź na pytanie 'dlaczego'.
 
W skrócie - dlatego, że tak wyszło. Tak mnie naszło, żeby wrzucić tu coś aż za prostego. Patrząc na niektóre przebieranki na innych blogach. Na przekór, na złość, po swojemu. I wyszło, jak wyszło. Weekend majowo/czerwcowy pod znakiem fioletów, z moim ulubionym kominem. O tym już wiecie. Prosto, po prostu.
 
Make-up, poza oczami, to sprawka Amilie. Delikatne kolory w sam raz na najbardziej naturalny makijaż. A że w takich właśnie gustuję, to polecam w 100%.
 
 fot. Łukasz Trzeciak

środa, 10 kwietnia 2013

smile and say good bye.

Narzekacie na zimę, ja narzekam na Was. Bo przecież zima jest cool! Ale powiem jedno - zaświeciło słońce, zrobiło się jeszcze bardziej pozytywnie, więc i ja nie mogłam narzekać na te zmiany.
Dodałam do outfitu żółty szalik, który zaległ na bardzo długi czas (nie tylko ten zimowy) na dnie szuflady. I od razu zrobiło się radośniej. Po prostu wygraliście... Napiszę to raz - krótko, zwięźle i na temat - dość już zimy tego sezonu. Nie dlatego, że jej nie lubię (bo przecież tak nie jest!), nie dlatego, że przeszkadza mi śnieg i mróz - nie, nie! Ale dlatego, że przyszedł czas na wiosnę. Taką prawdziwą. Z zieleniącymi się drzewami, ze słońcem i rześkimi porankami. Z cieplejszymi dniami, nową motywacją i chęcią zrobienia czegoś kreatywnego każdego dnia. Ze śpiewem ptaków, z rowerowym klimatem, z pozytywną energią i chęcią wstawania z łóżka. Tak, na to właśnie przyszła pora!
Zimo, do widzenia. Zapraszamy w przyszłym sezonie :)
 
Rajstopy widzieliście już w poście 'springish winter' (paradoksalnie). A kalosze tu i tu i tutaj też. Reszta - po raz pierwszy na blogu. Co nie znaczy, że rzadko noszona ;)
 
fot. Łukasz Trzeciak
jacket: C&A (sh) / dress: nn (allegro.pl)
 

czwartek, 7 marca 2013

I want winter to come back.

Chyba już sto razy pisałam, że uwielbiam zimę. W prawdzie teraz świeci słońce i robi się wiosennie, jest optymistycznie i w ogóle, ale mimo wszystko... zima ma w sobie to coś, co mnie do niej ciągnie.
Tym razem wrzucam kilka mroźnych zdjęć zrobionych prawie miesiąc temu.
 
I wrote hundereds times before that I love winter, yet it's fabulous now when the sun is shining and spring is coming, but still... winter has something what catches me and hold so hard.
So now, some cold photos taken a month ago, almost.

fot. Łukasz Trzeciak
jersey: New Yorker (%)
 
I teraz coś, co większość ludzi przyprawia o dreszcze... CHCĘ, ŻEBY ZIMA WRÓCIŁA. Choć na kilka dni. Najlepiej w połowie przyszłego tygodnia. Bo wyjeżdżam łapać ostanie zimowe górskie widoki i zmagać się z polskimi studentami na zawodach snb. 

And now something what gives many people the shivers... I WANT WINTER TO COME BACK. For few days at all. The best option is next week. In the middle. Cause I'm going to catch last winter landscapes in mountains and emulate with other Polish students in snb competition.