followers


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tights. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tights. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 kwietnia 2014

she's like a cup of coffee.

Jakoś tak mnie nachodzi ostatnimi czasy na spódnice. Nie wiem, wiosna czy coś... Ta akurat jest hitem z internetu (spódnica, nie wiosna). Upolowana na allegro w ostatnich minutach aukcji, za jakieś śmieszne pieniądze. A w gratisie dostałam koszulkę i kolczyki. Nie, żeby cokolwiek z tej magicznej przesyłki do siebie pasowało, no ale kaman! Całkiem sympatycznie :)
 
A jak ktoś śledzi bloga Basi, to widział, że bransoletka zagościła również u niej. Dlaczego? Bo mi się kojarzy (Basia w sensie) z kawą, ciepłem i optymizmem. Więc zrobiłam bransoletkę, która moim zdaniem jest taka, jak Basia (ciepła i w kolorach kawy - tu przenośnia). Wysłałam i czekałam z niepewnością na wieści. Podobno się podoba ;) Cieszy mnie to niezmiernie!
 
No! A przez tę niespodziankę czekałam z publikacją posta. Czekałam, czekałam, prezent dotarł, Basia się uwinęła z notką, a ja w lesie. Ale! Do czasu!
 
fot. Łukasz
 
skirt: nn (allegro) / bag: Adidas NEO / bracelet: DIY

środa, 12 marca 2014

it's time to set off!

Stało się - zdjęcia zrobione. Czas skleić kilka zdań, wrzucić foty i wystartować ponownie. Mam nadzieję, że nie dopadnie mnie po raz kolejny niemoc pisania, a posty będą się pojawiać regularnie. No! Trzymajcie kciuki!
 
It happened - pics were taken. It's time to write something, add photos and set off again. I hope that I won't be powerless anymore and posts will appear regularly. So, keep your fingers crossed!
 
fot. Łukasz Trzeciak
skirt: sh / H&M pullover / DIY bracelets

czwartek, 24 października 2013

oh, God!

Ostatnie dwa tygodnie i to, co się dzieje w całym tym fashion-świecie wywołały niezłą burzę w mojej głowie. Podsumowując - nie podoba mi się to. Niemodnym gratuluję podejścia do wszystkiego co z modną blogosferą związane, a tym, o których wspominają nawet nie współczuję, bo sami sobie na to zasługują.
Och, należy się też słów kilka o materiale z DDTVN, w którym to Chajzer chciał się dowiedzieć tego i owego od tzw. znawców, czyli blogerów, którzy właśnie twierdzą, że się znają na modzie. Mistrzostwo świata - polecam.
Tyle, że pisząc o jednej i drugiej nagonce nie wiem czy lepiej się śmiać, czy płakać. Bo w sumie to śmieszne. Ale i żałosne. Boli mnie to, że na podstawie tych samozwańczych wyroczni modowych i ekspertów "znających się" na rzeczy rośnie opinia o blogerach tak ogółem. Nawet nie staram się jej przeciwstawiać, bo i po co? Przecież gołym okiem widać, że ludzie mają parcie na szkło, chcą być znani z tego, że są znani i czekają aż ich zdjęcia obiegną sieć. W myśl zasady "nieważne, co mówią, ważne, żeby nie przekręcali nazwiska".
Stąd się bierze moje wielkie zwątpienie. Ręce mi opadają, a motywacja sięga prawie podłogi. Jest źle, a nawet najgorzej. I niewiele wskazuje na to, że sytuacja się zmieni. "Znawcy" nadal będą "znawcami", hejterzy hejterami, a blogerzy blogerami. W szerokim tego słowa znaczeniu.
 
 
fot. Łukasz Trzeciak
H&M skirt / baseball sweatshirt: nn
 

środa, 10 kwietnia 2013

smile and say good bye.

Narzekacie na zimę, ja narzekam na Was. Bo przecież zima jest cool! Ale powiem jedno - zaświeciło słońce, zrobiło się jeszcze bardziej pozytywnie, więc i ja nie mogłam narzekać na te zmiany.
Dodałam do outfitu żółty szalik, który zaległ na bardzo długi czas (nie tylko ten zimowy) na dnie szuflady. I od razu zrobiło się radośniej. Po prostu wygraliście... Napiszę to raz - krótko, zwięźle i na temat - dość już zimy tego sezonu. Nie dlatego, że jej nie lubię (bo przecież tak nie jest!), nie dlatego, że przeszkadza mi śnieg i mróz - nie, nie! Ale dlatego, że przyszedł czas na wiosnę. Taką prawdziwą. Z zieleniącymi się drzewami, ze słońcem i rześkimi porankami. Z cieplejszymi dniami, nową motywacją i chęcią zrobienia czegoś kreatywnego każdego dnia. Ze śpiewem ptaków, z rowerowym klimatem, z pozytywną energią i chęcią wstawania z łóżka. Tak, na to właśnie przyszła pora!
Zimo, do widzenia. Zapraszamy w przyszłym sezonie :)
 
Rajstopy widzieliście już w poście 'springish winter' (paradoksalnie). A kalosze tu i tu i tutaj też. Reszta - po raz pierwszy na blogu. Co nie znaczy, że rzadko noszona ;)
 
fot. Łukasz Trzeciak
jacket: C&A (sh) / dress: nn (allegro.pl)
 

piątek, 29 marca 2013

old snow.

Zima wróciła, więc wstawiam zdjęcia z lutego. Bo wcześniej nie było okazji... Bo przyszła wiosna, potem wróciła zima i znowu wiosna i teraz jest Wielkanoc, więc zima  zawitała z powrotem. Ja już się gubię w tej meteorologii. Podejrzewam, że jak większość społeczeństwa. Kiedyś było inaczej - zima to zima, wiosna to wiosna. A teraz jedynie lato pozostaje latem i daje w kość.
Ale nie narzekam, bo jak wiecie - 'winter my love' i te sprawy. Może jeszcze uda mi się wyciągnąć deskę i złapać trochę radości na stoku... Bo, aż wstyd powiedzieć - decha już w pokrowcu, czeka na następny sezon...

No nic, wróćmy jednak do posta :)


Spódnicę widzieliście już tu (w letnim wydaniu) i tu (w jesiennym). A sweter to zdobycz z zimowych wyprzedaży. Kupiłam go bez przymierzania, co zdarza mi się rzadko. W prawdzie nie leży idealnie, ba, nawet powiedziałabym, że jest 'w miarę' i nic poza tym. Ale, przyznam szczerze - cierpiałam na brak długich rękawów w szafie. Dlatego gdy tylko nadarzyła się ku tam okazja nabyłam kilka drogą kupna.
 
Zdjęcia - robione na szybko. Było na prawdę zimno, a Patrycja (która po raz pierwszy zmierzyła się z robieniem zdjęć na bloga) ciągle krzyczała, że jej dłonie za chwilę odpadną i w ogóle to jej się śpieszy. Przeżyłyśmy obydwie. I ja i ona i dłonie rownież. Więc chyba nie było tak źle :)
 
fot. Patrycja Bujańczyk
pullover: New Yorker 

czwartek, 27 grudnia 2012

springish winter.

Okej, jest przerwa, są zdjęcia, jest i post! Radość moja nie zna granic i mam nadzieję, że nie będzie to pierwsze i ostatnie wyjście zdjęciowe w tej świątecznej przerwie.
Jak na zimowy czas przystało mam pewne doświadczenia związane z przedświątecznym-szałem-zakupów, jaki ogarnia społeczeństwo w ostatnim miesiącu roku.
 
Ok, I've got a break, I've got pics, I've got a new note! I'm so happy and hope that it won't be the last walk with taking photos during my Christmas break. If it comes to winter time... I had a bad experience connected with before-christmas-shopping-time which sweeps whole socjety during the last month of the year.
 
Wybrałam się do mojego ulubionego sklepu, w którym można znaleźć ubrania na każdą okazję i nieokazję i... i nie znalazłam dla siebie absolutnie nic! Z jednej strony mama przypominała mi, że święta już niedługo i muszę wybrać sobie jakieś prezenty, z drugiej sama nie rozumiałam tej sytuacji. No bo JAK TO JEST MOŻLIWE???!
W efekcie wyszłam ze sklepu z pustymi rękami, ale powróciłam tam 23.12 - z nadzieją, że ludzie nie będą robić prezentowych zakupów na ostatnią chwilę. Miałam rację - kolejek do przymierzalni zero, do kas tak samo, a na wieszakach w końcu pojawiły się  ubrania, które mi się podobały.
 
I decided to go to my favourite shop, where you can find clothes for all occasions and... and I didn't find anything! On the one hand my mother was saying that Christmas is coming and I have to choose some gifts for myself but on the other hand I couldn't understand this situation. Cause HOW IS IT POSSIBLE???!
Finally I came back home with nothing but decided to go there again 23.12 - hoping that people won't do they christmas shopping at the eleventh hour. And I was right - neither queue to the fitting rooms, nor to checkouts.
 
Tak oto do mojej szafy trafiły burgundowe rajstopy. I żaden mróz mi nie przeszkodzi w chodzeniu z spódnicy, o!
 
So that was the way my burgundy tights turned up in my wardrobe. And no freez can interrupt me in wearing skirts, yeah!


 



 



fot. Łukasz Trzeciak
pendant: biżu.for.eveyone / tights: H&M
 
PS. Ten sweterek możecie też znaleźć również tutaj. Doskonały dowód na to, że zmienia swoje oblicze w zależności od kontekstu :)
 
PS. You can find this jersey also here. It's a very good example that it can change it's countenance in different contexts :)

niedziela, 4 listopada 2012

hello, skirt!

Tyle krzyku o nic - kilka dni śniegu, nikt nie mógł a to uwierzyć, a teraz znowu jesień. Niestety, w tym szarym i brzydszym wydaniu. Dzięki tym słonecznym i cieplejszym chwilom mamy post w spódnicy! A tak swoją drogą, spódnica, zakup jak najbardziej udany, przeceniony i od dawna poszukiwany. Cierpliwość popłaca :)

So much grumbling for no reason - few days with snow, no one couldn't belive it and now, we've got autumn again. Unfortunately in this gray and ugly shape. Thanks to last warm and sunny days we've got skirt in this post, yay! By the way - the skirt, I've been looking for it for so long and now - I've got it! Being patient is so profitable :)

 
 
fot. Łukasz Trzeciak

skirt: Orsay (%)

piątek, 22 czerwca 2012

pozory.

Wczoraj niby był pierwszy dzień lata, a tak na prawdę słońca było jak na lekarstwo. Po bardzo burzowej nocy za oknem było szaro i ponuro, wyłączając krzyczące zielenią trawniki i drzewa. Trochę zdołowana taka aurą, w "dresowym" nastroju, wyprowadziłam rano psa na spacer i zorientowałam się, że mimo lata nie jest ciepło i nawet nie pachnie wakacjami, a conajwyżej lekko czuć wiosnę. I z takim przekonaniem wybrałam się po południu na spacer po mieście.




Uzbrojona w futrzaną kamizelkę, buzkę z długimi rękawami, grubsze rajstopy, kalosze i na wszelki wypadek w szalik (w torbie) ruszyłam na miasto.
Bardzo szybko przekonałam się jednak, że jest duszno, gorąco, a w powietrzu jest nic innego jak zawiesina, którą nie da się oddychać.
Ale co zrobić... Dzielnie przerzuciłam futrzaka przez pasek torby, podwinęłam rękawy w bluzce i jakoś dałam radę.


Wspominając wczorajszy dzień myślę, że łatwiej by było spojrzeć na termometr przed wyjściem z domu, niż ubierać się na czuja w milion warstw, ale z drugiej strony, to by było przecież zbyt proste.
Mimo wszystko, następnym razem po prostu zastanowię się kilka razy zanim wyciągnę z szafy stos ubrań "na wszelki wypadek" i się w nie wszystkie ubiorę.



Ostatnio też pisałam, że ciakwie się dzieje na moich paznokciach. Owszem, tak - przede wszystkim zacznę od tego, że są różowe. Nigdy wcześniej nia miałam różowych paznokci, bo ogólnie rzecz ujmując nie jestem wielką fanką tego koloru, a nawet bym powiedziała, że go trawię w szczególnych przypadkach, co oznacza, że zazwyczaj po prostu nie.
Podobnie nigdy wcześniej nie miałam kropek na paznokciach. Całość wyszła dość spontanicznie, nie planowałam tych "wariacji na temat", ale podoba mi się taki połączenie i myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę.

fot. Łukasz Trzeciak

kamizelka: sh / różowy lakier: H&M / fioletowy lakier: no name