followers


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą purse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą purse. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 grudnia 2012

springish winter.

Okej, jest przerwa, są zdjęcia, jest i post! Radość moja nie zna granic i mam nadzieję, że nie będzie to pierwsze i ostatnie wyjście zdjęciowe w tej świątecznej przerwie.
Jak na zimowy czas przystało mam pewne doświadczenia związane z przedświątecznym-szałem-zakupów, jaki ogarnia społeczeństwo w ostatnim miesiącu roku.
 
Ok, I've got a break, I've got pics, I've got a new note! I'm so happy and hope that it won't be the last walk with taking photos during my Christmas break. If it comes to winter time... I had a bad experience connected with before-christmas-shopping-time which sweeps whole socjety during the last month of the year.
 
Wybrałam się do mojego ulubionego sklepu, w którym można znaleźć ubrania na każdą okazję i nieokazję i... i nie znalazłam dla siebie absolutnie nic! Z jednej strony mama przypominała mi, że święta już niedługo i muszę wybrać sobie jakieś prezenty, z drugiej sama nie rozumiałam tej sytuacji. No bo JAK TO JEST MOŻLIWE???!
W efekcie wyszłam ze sklepu z pustymi rękami, ale powróciłam tam 23.12 - z nadzieją, że ludzie nie będą robić prezentowych zakupów na ostatnią chwilę. Miałam rację - kolejek do przymierzalni zero, do kas tak samo, a na wieszakach w końcu pojawiły się  ubrania, które mi się podobały.
 
I decided to go to my favourite shop, where you can find clothes for all occasions and... and I didn't find anything! On the one hand my mother was saying that Christmas is coming and I have to choose some gifts for myself but on the other hand I couldn't understand this situation. Cause HOW IS IT POSSIBLE???!
Finally I came back home with nothing but decided to go there again 23.12 - hoping that people won't do they christmas shopping at the eleventh hour. And I was right - neither queue to the fitting rooms, nor to checkouts.
 
Tak oto do mojej szafy trafiły burgundowe rajstopy. I żaden mróz mi nie przeszkodzi w chodzeniu z spódnicy, o!
 
So that was the way my burgundy tights turned up in my wardrobe. And no freez can interrupt me in wearing skirts, yeah!


 



 



fot. Łukasz Trzeciak
pendant: biżu.for.eveyone / tights: H&M
 
PS. Ten sweterek możecie też znaleźć również tutaj. Doskonały dowód na to, że zmienia swoje oblicze w zależności od kontekstu :)
 
PS. You can find this jersey also here. It's a very good example that it can change it's countenance in different contexts :)

niedziela, 11 listopada 2012

who said...?

Kto powiedział, że garderoby w męskim stylu nie można łączyć z elementami kobiecej? Chyba nikt, więc łączę. O, no nawet gdyby ktoś tak powiedział, to bym połączyła, bo mi się to podoba. Tym razem kurta w moro i damski outfit. W sumie najbardziej z tego wszystkiego lubię dodatki - począwszy od kopertówki (sh!!), a skończywszy na wisiorku.

Who said that men's fashion cannot be matched with women's? Probably nobody, so I match. Oh, even if anybody say anything like that I would link it because I like it. This time army jacket and girlisy outfit. I like the accessorizes the most - starting with my clutch (from second hand shop) and finishing on the pendant.

Wisiorek to oddzielny temat - długi i bardzo kolorowy. Otóż, podjęłam współpracę z Biżu.for.everyone. Co to takiego? Hm... kobiece dodatki, które pasują nie tylko do delikatnych outfiów, o czym przekonanie się w kolejnych postach :) Zachęcam Was gorąco do zajrzenia na facebook'a i polubienia, bo już niedługo kolejne atrakcje :)

The pendant is another topic - long and very colourful I think. I decided to cooperate with Bizu.for.everyone. And 'what's this?' you can ask. It's hm... girlish accessorizes that fit not only to soft outfits, what you can see it next posts :) I invite you to checking it's fan page on facebook and to clicking 'like it', ofcourse. Next attractions coming soon :)

fot. Łukasz Trzeciak

środa, 18 lipca 2012

red wine.

Każdy ma jakieś swoje love. Jest np. neonoveLOVE, pasteLOVE itd. Moje w dzisiejszym poście jest akurat bugrundowe, o. Mimo tego, że burgund wkroczył z hukiem na salony ponad pół roku temu, to nadal jest moim faworytem w kilku kwestiach.
Po pierwsze pasuje praktycznie do wszystkich kolorów, po drugie jest dobry na każdą okazję (a przynajmniej nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy istnieje jakaś, na którą nie jest wskazany) i po trzecie - pasuje do każdej części garderoby. Taaak!
A mimo wszystko cały czas jest dość, hm... oryginalny i raczej rzadko spotykany.

Ze swoich czerwono winnych zdobyczy najbardziej jestem dumna z butów! Kiedyś marzyły mi się takie czarno-białe. Kiedyś, to znaczy do czasu, gdy zobaczyłam te na półce w sklepie. I nie przypominam sobie, żebym w ostatnim czasie (okej, powiedzmy że w ostatnim roku) tak szybko podjęła decyzję o kupnie butów, jak wtedy. Ot, tak i były! Wspaniałe uczucie, o którym już zdążyłam zapomnieć, niestety...




fot. Łukasz Trzeciak

shoes: Deichmann / jacket: H&M

sobota, 14 lipca 2012

boiling hot.

Nienawidzę upałów! Tak, takich, jakie były w ostatnim tygodniu i jeszcze we wcześniejszym i w jeszcze wcześniejszym również. Żarowi lejącemu się z nieba mówię stanowcze NIE!
W te upalne dni po prostu nie mogę znaleźć sobie miejsca, o ubraniu nie wspomnę... Jest to dla mnie istna masakra. Tak ogromna, że w akcie desperacji najchętniej zostałabym w łóżku i narzekała, jak bardzo jest źle albo spędziła cały dzień popijając lemoniadę w jakimś zacienionym i przewiewnym miejscu, czyt. w moim pokoju.
I niestety chytry plan, jaki realizuję przez cały rok (o co moi rodzice mają ogromną pretensję), czyli utrzymywanie temperatury pokojowej najniższej jak się da, legł ostatnio z gruzach i miałam wrażenie, że mieszkałam w saunie.

Efekty tej paskudnej pogody? Zastój na blogu, bałagan w pokoju i dziesiątki szklanek ukrywających się gdzieś na biurku lub w okolicach łóżka. Teraz na szczęście jest lepiej, ale bałagan jak był, tak trwa nadal - jedyna pamiątka po upałach.

Jeśli chodzi o spacery i w ogóle wychodzenie z domu, to ratowały mnie tak na prawdę sukienki, których za wiele w szafie nie mam. Tę akurat kupiłam na jesieni w sh. Jak ją zobaczyłam, to nie byłam pewna, czy w ogóle będzie do mnie pasowała, ale jak już wspomniałam, ratowała mnie w czasie ostatnich kilku tygodni i w sumie nie jest taka zła.



No dobrze, a co z dodatkami? Teraz najlepsze jak dla mnie są te lekkie, ale i widoczne. Żywe kolory, mniej klasyczne wzory, takie, hm... lato! Naszyjnik i bransoletkę kupiłam w jakimś sklepie indyjskim ponad rok temu i wcześniej miałam je na sobie może 3 razy. I coraz bardziej się do nich przekonuję ;) Bransoletka zerwała mi się zaraz po zrobieniu ostatnich zdjęć tamtego dnia, ale naprawa nie była trudna, więc już wszystko z nią w porządku.


fot. Łukasz Trzeciak
dress: nn - sh