followers


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burgundy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burgundy. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

smile and say good bye.

Narzekacie na zimę, ja narzekam na Was. Bo przecież zima jest cool! Ale powiem jedno - zaświeciło słońce, zrobiło się jeszcze bardziej pozytywnie, więc i ja nie mogłam narzekać na te zmiany.
Dodałam do outfitu żółty szalik, który zaległ na bardzo długi czas (nie tylko ten zimowy) na dnie szuflady. I od razu zrobiło się radośniej. Po prostu wygraliście... Napiszę to raz - krótko, zwięźle i na temat - dość już zimy tego sezonu. Nie dlatego, że jej nie lubię (bo przecież tak nie jest!), nie dlatego, że przeszkadza mi śnieg i mróz - nie, nie! Ale dlatego, że przyszedł czas na wiosnę. Taką prawdziwą. Z zieleniącymi się drzewami, ze słońcem i rześkimi porankami. Z cieplejszymi dniami, nową motywacją i chęcią zrobienia czegoś kreatywnego każdego dnia. Ze śpiewem ptaków, z rowerowym klimatem, z pozytywną energią i chęcią wstawania z łóżka. Tak, na to właśnie przyszła pora!
Zimo, do widzenia. Zapraszamy w przyszłym sezonie :)
 
Rajstopy widzieliście już w poście 'springish winter' (paradoksalnie). A kalosze tu i tu i tutaj też. Reszta - po raz pierwszy na blogu. Co nie znaczy, że rzadko noszona ;)
 
fot. Łukasz Trzeciak
jacket: C&A (sh) / dress: nn (allegro.pl)
 

czwartek, 27 grudnia 2012

springish winter.

Okej, jest przerwa, są zdjęcia, jest i post! Radość moja nie zna granic i mam nadzieję, że nie będzie to pierwsze i ostatnie wyjście zdjęciowe w tej świątecznej przerwie.
Jak na zimowy czas przystało mam pewne doświadczenia związane z przedświątecznym-szałem-zakupów, jaki ogarnia społeczeństwo w ostatnim miesiącu roku.
 
Ok, I've got a break, I've got pics, I've got a new note! I'm so happy and hope that it won't be the last walk with taking photos during my Christmas break. If it comes to winter time... I had a bad experience connected with before-christmas-shopping-time which sweeps whole socjety during the last month of the year.
 
Wybrałam się do mojego ulubionego sklepu, w którym można znaleźć ubrania na każdą okazję i nieokazję i... i nie znalazłam dla siebie absolutnie nic! Z jednej strony mama przypominała mi, że święta już niedługo i muszę wybrać sobie jakieś prezenty, z drugiej sama nie rozumiałam tej sytuacji. No bo JAK TO JEST MOŻLIWE???!
W efekcie wyszłam ze sklepu z pustymi rękami, ale powróciłam tam 23.12 - z nadzieją, że ludzie nie będą robić prezentowych zakupów na ostatnią chwilę. Miałam rację - kolejek do przymierzalni zero, do kas tak samo, a na wieszakach w końcu pojawiły się  ubrania, które mi się podobały.
 
I decided to go to my favourite shop, where you can find clothes for all occasions and... and I didn't find anything! On the one hand my mother was saying that Christmas is coming and I have to choose some gifts for myself but on the other hand I couldn't understand this situation. Cause HOW IS IT POSSIBLE???!
Finally I came back home with nothing but decided to go there again 23.12 - hoping that people won't do they christmas shopping at the eleventh hour. And I was right - neither queue to the fitting rooms, nor to checkouts.
 
Tak oto do mojej szafy trafiły burgundowe rajstopy. I żaden mróz mi nie przeszkodzi w chodzeniu z spódnicy, o!
 
So that was the way my burgundy tights turned up in my wardrobe. And no freez can interrupt me in wearing skirts, yeah!


 



 



fot. Łukasz Trzeciak
pendant: biżu.for.eveyone / tights: H&M
 
PS. Ten sweterek możecie też znaleźć również tutaj. Doskonały dowód na to, że zmienia swoje oblicze w zależności od kontekstu :)
 
PS. You can find this jersey also here. It's a very good example that it can change it's countenance in different contexts :)

środa, 18 lipca 2012

red wine.

Każdy ma jakieś swoje love. Jest np. neonoveLOVE, pasteLOVE itd. Moje w dzisiejszym poście jest akurat bugrundowe, o. Mimo tego, że burgund wkroczył z hukiem na salony ponad pół roku temu, to nadal jest moim faworytem w kilku kwestiach.
Po pierwsze pasuje praktycznie do wszystkich kolorów, po drugie jest dobry na każdą okazję (a przynajmniej nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy istnieje jakaś, na którą nie jest wskazany) i po trzecie - pasuje do każdej części garderoby. Taaak!
A mimo wszystko cały czas jest dość, hm... oryginalny i raczej rzadko spotykany.

Ze swoich czerwono winnych zdobyczy najbardziej jestem dumna z butów! Kiedyś marzyły mi się takie czarno-białe. Kiedyś, to znaczy do czasu, gdy zobaczyłam te na półce w sklepie. I nie przypominam sobie, żebym w ostatnim czasie (okej, powiedzmy że w ostatnim roku) tak szybko podjęła decyzję o kupnie butów, jak wtedy. Ot, tak i były! Wspaniałe uczucie, o którym już zdążyłam zapomnieć, niestety...




fot. Łukasz Trzeciak

shoes: Deichmann / jacket: H&M