followers


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dress. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dress. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

smile and say good bye.

Narzekacie na zimę, ja narzekam na Was. Bo przecież zima jest cool! Ale powiem jedno - zaświeciło słońce, zrobiło się jeszcze bardziej pozytywnie, więc i ja nie mogłam narzekać na te zmiany.
Dodałam do outfitu żółty szalik, który zaległ na bardzo długi czas (nie tylko ten zimowy) na dnie szuflady. I od razu zrobiło się radośniej. Po prostu wygraliście... Napiszę to raz - krótko, zwięźle i na temat - dość już zimy tego sezonu. Nie dlatego, że jej nie lubię (bo przecież tak nie jest!), nie dlatego, że przeszkadza mi śnieg i mróz - nie, nie! Ale dlatego, że przyszedł czas na wiosnę. Taką prawdziwą. Z zieleniącymi się drzewami, ze słońcem i rześkimi porankami. Z cieplejszymi dniami, nową motywacją i chęcią zrobienia czegoś kreatywnego każdego dnia. Ze śpiewem ptaków, z rowerowym klimatem, z pozytywną energią i chęcią wstawania z łóżka. Tak, na to właśnie przyszła pora!
Zimo, do widzenia. Zapraszamy w przyszłym sezonie :)
 
Rajstopy widzieliście już w poście 'springish winter' (paradoksalnie). A kalosze tu i tu i tutaj też. Reszta - po raz pierwszy na blogu. Co nie znaczy, że rzadko noszona ;)
 
fot. Łukasz Trzeciak
jacket: C&A (sh) / dress: nn (allegro.pl)
 

sobota, 14 lipca 2012

boiling hot.

Nienawidzę upałów! Tak, takich, jakie były w ostatnim tygodniu i jeszcze we wcześniejszym i w jeszcze wcześniejszym również. Żarowi lejącemu się z nieba mówię stanowcze NIE!
W te upalne dni po prostu nie mogę znaleźć sobie miejsca, o ubraniu nie wspomnę... Jest to dla mnie istna masakra. Tak ogromna, że w akcie desperacji najchętniej zostałabym w łóżku i narzekała, jak bardzo jest źle albo spędziła cały dzień popijając lemoniadę w jakimś zacienionym i przewiewnym miejscu, czyt. w moim pokoju.
I niestety chytry plan, jaki realizuję przez cały rok (o co moi rodzice mają ogromną pretensję), czyli utrzymywanie temperatury pokojowej najniższej jak się da, legł ostatnio z gruzach i miałam wrażenie, że mieszkałam w saunie.

Efekty tej paskudnej pogody? Zastój na blogu, bałagan w pokoju i dziesiątki szklanek ukrywających się gdzieś na biurku lub w okolicach łóżka. Teraz na szczęście jest lepiej, ale bałagan jak był, tak trwa nadal - jedyna pamiątka po upałach.

Jeśli chodzi o spacery i w ogóle wychodzenie z domu, to ratowały mnie tak na prawdę sukienki, których za wiele w szafie nie mam. Tę akurat kupiłam na jesieni w sh. Jak ją zobaczyłam, to nie byłam pewna, czy w ogóle będzie do mnie pasowała, ale jak już wspomniałam, ratowała mnie w czasie ostatnich kilku tygodni i w sumie nie jest taka zła.



No dobrze, a co z dodatkami? Teraz najlepsze jak dla mnie są te lekkie, ale i widoczne. Żywe kolory, mniej klasyczne wzory, takie, hm... lato! Naszyjnik i bransoletkę kupiłam w jakimś sklepie indyjskim ponad rok temu i wcześniej miałam je na sobie może 3 razy. I coraz bardziej się do nich przekonuję ;) Bransoletka zerwała mi się zaraz po zrobieniu ostatnich zdjęć tamtego dnia, ale naprawa nie była trudna, więc już wszystko z nią w porządku.


fot. Łukasz Trzeciak
dress: nn - sh