followers

sobota, 28 lipca 2012

longboard inspirations

Tak to już bywa, że przychodzi moda na 'coś' i to 'coś' jest obecne wszędzie, gdzie się tylko da. Najpierw jest niszowe, znane i praktykowane tylko przez wybrańców. Później robi się outsider'owe i cool, następnie przechodzi w lans i hipsterstwo, a później ogarnia każdą dziedzinę życia. Pojawia się w reklamach, na ulicach roi się od fanów 'cosia' i tak to się wszystko kręci. Producenci zarabiają, prekursorzy zyskują na popularności, z czasem powstają kluby/związki miłośników 'czegoś', organizowane są zawody, zloty, szkolenia i tak dalej. Aż tu nagle (w perspektywie tak długiego czasu popularności) koniec. Po prostu. Z dnia na dzień coraz mniej ludzi jara się 'czymś' i 'coś' zostaje rzucone w kąt, zapomniane, aż w końcu znika. Przestaje być atrakcyjne.

Te kilka zdań to była przydługa dygresja, a teraz pointa - longboard! Co tu dużo mówić... z początku, jako sceptyk względem nowości, nie interesowałam się nim w ogóle. Ot, 4 kółka, kawałek deski. Później, gdy zobaczyłam, że jednak taka jazda może być całkiem niezła zaczęłam zglądać, podglądać i oglądać - w internecie, na ulicach, w filmach, na zdjęciach - w skrócie: tam, gdzie się dało. I w końcu zdecydowałam się spróbować - onieśmielona tym, że z deską w zimie mam wiele do czynienia i moją wielką pasją jest snowboard, a z longboardem nie miałam nic wspólnego, zdecydowałam się zrobić pierwszy krok. Nie było trudno, ale o tym innym razem - gdy film będzie sklejony i zdjęcia przejdą selekcję.

A wiecie, co najbardziej mi się podoba teraz we wszystkich deskowych 'męskich' sportach? To, że kobiety mają do nich drzwi szeroko otwarte, w miarę przetarty szlak, pełne prawo do zabawy i, co najważniejsze, nie odbierają im (tzn. nam) te sporty kobiecości!

Tymczasem kilka inspiracji znalezionych w fazie "zglądania" i obecnej "jaram się, bo wiem już jak to smakuje" :) n.joy!

PS. Cikawe, kiedy faza ogólnej podjarki zniknie i co będzie następne... Hm, dobre pytanie - jedno i drugie.




wszystkie zdjęcia znalezione w internecie

A do obejrzenia rajcujących mnie filmów zapraszam na mojego fanpage'a! Link w zakładkach po prawej stronie :) :)

wtorek, 24 lipca 2012

tigers

 Żadną tajemnicą nie jest, że koszulki z dużymi numerami w stylu ligi amerykańskiego futbolu (tak, napisałam fonetycznie, bo skoro numer zza oceanu, to pisownia znad Wisły) są na topie. Niby nic specjalnego, ale... Szczerze mówiąc, od dawna (jeszcze zanim projektanci pomyśleli, żeby dres z sali gimnastycznej przenieść na wybieg) marzyła mi się taka koszulka lub cokolwiek, co namiastkę szkolnej drużyny by miało. Marzyło, marzyło, potem weszło na salony, a ja dalej nie miałam, aż tu pewnego dnia niespodzianka. I jest. Piękny numer i całkiem dobra koszulka. Do sh zapewne trafiła z wuef'owego worka jakiegoś dzieciaka, który się na nią obraził, bo tygrysy przestały mu przynosić szczęście albo jeszcze z innych bardziej bzdetnych powodów, bo nie wierzę, że ktoś ot tak z niej wyrósł i żadnego pożytku z niej nie zrobił. I pomijam tutaj fakt, że mnie ucieszyła. Podsumowując - koszulka po dzieciaku (na metr siedemdziesiąt sześć) ma się w mojej szafie całkiem dobrze.


 

Nie jest to w prawdzie Jeremy Scott, ale jak już pisałam kiedyś - "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się zrobi samemu albo co się po prostu ma".
Także teges, carpe diem i te sprawy ;)

fot. Łukasz Trzeciak
top: nn - sh / skirt: H&M

środa, 18 lipca 2012

red wine.

Każdy ma jakieś swoje love. Jest np. neonoveLOVE, pasteLOVE itd. Moje w dzisiejszym poście jest akurat bugrundowe, o. Mimo tego, że burgund wkroczył z hukiem na salony ponad pół roku temu, to nadal jest moim faworytem w kilku kwestiach.
Po pierwsze pasuje praktycznie do wszystkich kolorów, po drugie jest dobry na każdą okazję (a przynajmniej nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy istnieje jakaś, na którą nie jest wskazany) i po trzecie - pasuje do każdej części garderoby. Taaak!
A mimo wszystko cały czas jest dość, hm... oryginalny i raczej rzadko spotykany.

Ze swoich czerwono winnych zdobyczy najbardziej jestem dumna z butów! Kiedyś marzyły mi się takie czarno-białe. Kiedyś, to znaczy do czasu, gdy zobaczyłam te na półce w sklepie. I nie przypominam sobie, żebym w ostatnim czasie (okej, powiedzmy że w ostatnim roku) tak szybko podjęła decyzję o kupnie butów, jak wtedy. Ot, tak i były! Wspaniałe uczucie, o którym już zdążyłam zapomnieć, niestety...




fot. Łukasz Trzeciak

shoes: Deichmann / jacket: H&M

poniedziałek, 16 lipca 2012

DIY - leaves

Wakacje - czas nic-nie-robienia, pracowania albo robienia-różnych-dziwnych-rzeczy. U mnie akurat to czas robienia wszystkiego po trochu. Z kategorii "różne dziwne rzeczy" padło na przerabianie ubrań, choć to i tak za dużo powiedziane.

Kiedy zorientowałam się, że w domu mam kilka kolorów farb akrylowych (całe 4!) postanowiłam postawić je w zasięgu wzroku, bo nigdy nic nie wiadomo i kreatywność przychodzi w najmniej oczekiwanych momentach. Tak więc farby stały na parapecie i czekały na przebłyski "chce-mi-się-zrobić-coś kreatywnego" ładnych kilka dni. Czekały, czekały i się doczekały.

Pierwszym obiektem moich artystycznych i pełnych polotu tortur stały się białe skarpetki, ale o tym innym razem. Po skarpetkach przyszedł czas na sukienkę, ale o tym też przy innej okazji. A później to już było z górki.

Biały t-shirt jaki jest każdy widzi, w prawdzie dobrze, że był gładki, bo czasem taki właśnie się przydawał, ale cóż... nic nie trwa wiecznie. Zatem białe nie jest już tylko białe, ale i kolorowe.





Motyw liści przyszedł z krzaka, podczas spaceru z psem. Całkiem niedawno panowała moda na pióra, teraz na azteckie wzory. Logicznie rzecz ujmując - u mnie są liście. Azteckich motywów nie lubię, pióra owszem, ale nie znalazłam jeszcze takich, które spełniałyby moje oczekiwania, więc mam liście z krzaka pod blokiem, o. Wy miejcie azteckie bazgroły, a ja się będę cieszyć swoim liściastym DIY.




fot. Łukasz Trzeciak

Jest ciekawie, jak na pierwsze tego typu występy. Już teraz wiem, że długa droga przede mną i będą szafowe rewolucje. Szczególnie będę się znęcać nad nudnymi i dawno nienoszonymi ubraniami. A jak już się za nie wezmę, to końca nie będzie widać.

t-shirt: DIY

sobota, 14 lipca 2012

facebook

I stało się - powstał fanpage na facebooku!
http://www.facebook.com/epasshion



A tam na pewno dużo nowości, zapowiedzi postów i mnóstwo inspiracji znalezionych gdzieś w sieci i nie tylko.

Zapraszam do polubienia, komentowania i jak najczęstrzego odwiedzania :)

boiling hot.

Nienawidzę upałów! Tak, takich, jakie były w ostatnim tygodniu i jeszcze we wcześniejszym i w jeszcze wcześniejszym również. Żarowi lejącemu się z nieba mówię stanowcze NIE!
W te upalne dni po prostu nie mogę znaleźć sobie miejsca, o ubraniu nie wspomnę... Jest to dla mnie istna masakra. Tak ogromna, że w akcie desperacji najchętniej zostałabym w łóżku i narzekała, jak bardzo jest źle albo spędziła cały dzień popijając lemoniadę w jakimś zacienionym i przewiewnym miejscu, czyt. w moim pokoju.
I niestety chytry plan, jaki realizuję przez cały rok (o co moi rodzice mają ogromną pretensję), czyli utrzymywanie temperatury pokojowej najniższej jak się da, legł ostatnio z gruzach i miałam wrażenie, że mieszkałam w saunie.

Efekty tej paskudnej pogody? Zastój na blogu, bałagan w pokoju i dziesiątki szklanek ukrywających się gdzieś na biurku lub w okolicach łóżka. Teraz na szczęście jest lepiej, ale bałagan jak był, tak trwa nadal - jedyna pamiątka po upałach.

Jeśli chodzi o spacery i w ogóle wychodzenie z domu, to ratowały mnie tak na prawdę sukienki, których za wiele w szafie nie mam. Tę akurat kupiłam na jesieni w sh. Jak ją zobaczyłam, to nie byłam pewna, czy w ogóle będzie do mnie pasowała, ale jak już wspomniałam, ratowała mnie w czasie ostatnich kilku tygodni i w sumie nie jest taka zła.



No dobrze, a co z dodatkami? Teraz najlepsze jak dla mnie są te lekkie, ale i widoczne. Żywe kolory, mniej klasyczne wzory, takie, hm... lato! Naszyjnik i bransoletkę kupiłam w jakimś sklepie indyjskim ponad rok temu i wcześniej miałam je na sobie może 3 razy. I coraz bardziej się do nich przekonuję ;) Bransoletka zerwała mi się zaraz po zrobieniu ostatnich zdjęć tamtego dnia, ale naprawa nie była trudna, więc już wszystko z nią w porządku.


fot. Łukasz Trzeciak
dress: nn - sh