followers

czwartek, 24 października 2013

oh, God!

Ostatnie dwa tygodnie i to, co się dzieje w całym tym fashion-świecie wywołały niezłą burzę w mojej głowie. Podsumowując - nie podoba mi się to. Niemodnym gratuluję podejścia do wszystkiego co z modną blogosferą związane, a tym, o których wspominają nawet nie współczuję, bo sami sobie na to zasługują.
Och, należy się też słów kilka o materiale z DDTVN, w którym to Chajzer chciał się dowiedzieć tego i owego od tzw. znawców, czyli blogerów, którzy właśnie twierdzą, że się znają na modzie. Mistrzostwo świata - polecam.
Tyle, że pisząc o jednej i drugiej nagonce nie wiem czy lepiej się śmiać, czy płakać. Bo w sumie to śmieszne. Ale i żałosne. Boli mnie to, że na podstawie tych samozwańczych wyroczni modowych i ekspertów "znających się" na rzeczy rośnie opinia o blogerach tak ogółem. Nawet nie staram się jej przeciwstawiać, bo i po co? Przecież gołym okiem widać, że ludzie mają parcie na szkło, chcą być znani z tego, że są znani i czekają aż ich zdjęcia obiegną sieć. W myśl zasady "nieważne, co mówią, ważne, żeby nie przekręcali nazwiska".
Stąd się bierze moje wielkie zwątpienie. Ręce mi opadają, a motywacja sięga prawie podłogi. Jest źle, a nawet najgorzej. I niewiele wskazuje na to, że sytuacja się zmieni. "Znawcy" nadal będą "znawcami", hejterzy hejterami, a blogerzy blogerami. W szerokim tego słowa znaczeniu.
 
 
fot. Łukasz Trzeciak
H&M skirt / baseball sweatshirt: nn
 

piątek, 11 października 2013

perfect matching.

Ostatnio sprzedałam Wam newsa świeżością dorównującego ciepłym bułeczkom - jesień na horyzoncie! Dzisiaj o tym samym, żeby nie serwować Wam uderzeniowej dawki nowości. Otóż - kiedyś nienawidziłam tej pory roku. Z różnych przyczyn. Jak wiadomo - szkoła, koniec lata, książki, zeszyty, poranne wstawanie o nieludzkiej porze i te sprawy. Dzisiaj jest całkiem ok - przybliża z każdym dniem do śniących mi się nocami górskich stoków i białego puchu pokrywającego wszystko dookoła. Bajecznie po prostu! I nie przeszkadza mi, że nadchodzą dni, którym przyświeca idea 'whatever'. Bo to też jest ciekawe, tak swoja drogą. Na przykład takie 'wszystko jedno' w kwestii ubioru. Jest wspaniale! Czuję się w 100% usprawiedliwiona. Oczywiście przychodzą momenty zwątpienia, jesiennej deprechy i obojętności w dziedzinie chociażby wstawania z łóżka. No bo wstać czy nie? Zachęcam wszystkich jednak do zwlekania się i chwytania kolorowej jesieni, bo za tydzień, dwa, ewentualnie cztery odejdzie i wszyscy już zdążymy zapomnieć o tym, że inna aura niż Londyński deszcz w ogóle istniała. Kiedykolwiek i gdziekolwiek.
 
fot. Łukasz Trzeciak
 
nn waistcoat / sweatshirt: Volcano / bracelet: DIY

niedziela, 6 października 2013

autumn is coming.

Moi drodzy, wiadomość z ostatniej chwili! Idzie jesień! A w sumie to już przyszła i nieźle daje o sobie znać. Częstuje nas porannymi mgłami, chłodem, deszczem i niższymi temperaturami. W sklepach pojawiają się czapki, szaliki i grube kurtki. Kalendarz zapełnia się kolejnymi zajęciami i milionem spraw do załatwienia. Jest pięknie! I nie mogę doczekać się zimy. Serio!
 
A jeśli chodzi o outfit, to tunikę do tej pory miałam na sobie raz. Mimo tego, że w szafie zaległa już ładnych parę lat temu. Podobnie z tym jeansowym żakietem (marynarką, czy jak to tam nazwać...). Kupiłam, nosiłam, a potem przestałam. I po ostatnich rozmowach o ciuchach porzuconych w szafie postanowiłam odkopać ;)
 
fot. Łukasz Trzeciak
tunic: Terranova / jacket: nn (sh)