followers


wtorek, 17 czerwca 2014

oh-my-gold!

Piszę te słowa z cichą nadzieją, że nie tyko ja tak mam... Otóż... kiedyś widziałam (nie pamiętam w jakim sklepie, nie pamiętam kiedy, wiem, że bardzo dawno temu) całkiem ciekawy naszyjnik. I na prawdę nie wiem co mnie podusiło, żeby go odwiesić na miejsce po tym jak się w nim zakochałam. Nie była to cena, bo z tego, co pamiętam była bardzo przystępna jak na takie cudo. No ale..., naszyjnik odwieszony. Gdy po niego wróciłam po jakimś czasie, zobaczyłam tylko pusty haczyk - po naszyjniku ani śladu. I tak skończyła się moja wielka przygoda... Jedna z setek takich przygód. (Też tak macie?? Proszę, powiedzcie, że tak!)
Przez kolejne lata (!) płakałam w poduszkę i plułam sobie w brodę, bo mogłam go kupić i być przeszczęśliwą osobą do końca świata. Stało się inaczej, co nie znaczy, że jestem nieszczęśliwa, czy coś.
W każdym razie pałając miłością (jakby platoniczną) do rzeczonego naszyjnika, szukając go wszędzie i nie mogąc go znaleźć postanowiłam, że coś podobnego zrobię swoimi nieskalanymi pracą dłońmi. Pomysł był, materiały również, wszystko pięknie! Ale żeby było śmieszniej nie zrobiłam w końcu naszyjnika dla siebie, tylko dla koleżanki, która potrzebowała dodatku na wesele. Stąd złoty kolor, w którym przecież nie gustuję jakoś wybitnie.

Wyszło jak wyszło. Mi się podoba ;) i będzie kolejna wersja - srebrna. Będzie moja i będzie najpiękniejsza w całej wsi! Ot co!
 
 
fot. Łukasz
H&M top (1, 2, 3, 4) / bag: H&M / DIY necklace 

środa, 14 maja 2014

ready? go!

Przyszła wiosna! wow, Wow, WOW! Tak więc czas na sportowe buty, niezobowiązującą bluzę, słońce, wiatr we włosach, całe dni spędzone na świeżym powietrzu i tego typu bajery. Polecam każdemu! W plenerze dzieje się coraz więcej i nie mam tu tylko na myśli procentowych spotkań nad Wisłą, ale Juwenalia, koncerty, festyny z watą cukrową i balony z helem. Rodzinnie, aktywnie, cukierkowo, och i ach na każdym kroku. Drące buzie dzieci, psy pałętające się pod nogami i obsikujące świeżozazielenione drzewka. Dmuchawce, latawce, wesołe miasteczka. Kocyki, pikniki, zdjęcia, uśmiechy. Koszenie trawy, ćwierkanie ptaków na krzakach, pisk hamulców rowerowych. Dla tego wszystkiego warto się w tej wiośnie zatracić :)
 
fot. Łukasz
jeans shirt: Mustang (sh) / sweatshirt: nn / DIY bracelets

piątek, 11 kwietnia 2014

she's like a cup of coffee.

Jakoś tak mnie nachodzi ostatnimi czasy na spódnice. Nie wiem, wiosna czy coś... Ta akurat jest hitem z internetu (spódnica, nie wiosna). Upolowana na allegro w ostatnich minutach aukcji, za jakieś śmieszne pieniądze. A w gratisie dostałam koszulkę i kolczyki. Nie, żeby cokolwiek z tej magicznej przesyłki do siebie pasowało, no ale kaman! Całkiem sympatycznie :)
 
A jak ktoś śledzi bloga Basi, to widział, że bransoletka zagościła również u niej. Dlaczego? Bo mi się kojarzy (Basia w sensie) z kawą, ciepłem i optymizmem. Więc zrobiłam bransoletkę, która moim zdaniem jest taka, jak Basia (ciepła i w kolorach kawy - tu przenośnia). Wysłałam i czekałam z niepewnością na wieści. Podobno się podoba ;) Cieszy mnie to niezmiernie!
 
No! A przez tę niespodziankę czekałam z publikacją posta. Czekałam, czekałam, prezent dotarł, Basia się uwinęła z notką, a ja w lesie. Ale! Do czasu!
 
fot. Łukasz
 
skirt: nn (allegro) / bag: Adidas NEO / bracelet: DIY