followers

wtorek, 7 sierpnia 2012

next big thing

Okeeej, tak, jak pisałam, pierwsze wygibasy longboard'owe już za mną. Siniaki pięknie zmieniają swoje kolory i cały czas bolą, niestety. Ale co zrobić - no risk, no fun.
Tym razem zamiast inspiracji wygrzebanych z czeluści sieci prezentuję film i zdjęcia prosto z mojego aparatu. Na żadnym festiwalu film się nie pojawi, co zdecydowanie usprawiedliwia jego jakość, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :)


Do tego skromne zdjęcie, bo poobijanych nóg pokazywać publicznie nie będę, o!

fot. Łukasz Trzeciak
top: H&M

Jeśli chodzi o sport sam w sobie to jest baaardzo zajawkowy i od razu chciałoby się jeździć cały dzień. Na takie upały z jednej strony jest w sam raz, bo wiatr we włosach daje niesamowitą przyjemność i ulgę w smażeniu, a z drugiej strony jak się chce jeździć po płaskim, to dużo wysiłku człowieka kosztuje takie odpychanie się.
Zanim w ogóle wypożyczyliśmy deski miałam wiele wątpliwości, czy dam radę i nie zapoznam moich zębów z asfaltem po 5 minutach, ale okazało się, że trudno nie jest, zęby całe i jak ktoś wcześniej jeździł na deskorolce lub snowboardzie to poradzi sobie raz, dwa i będzie śmigał jak szalony :)

Jedyne, co ucierpiało podczas tej całej zabawy, to moje kolano. Teraz już ma się lepiej, ale nie zmienia to faktu, że nie możemy dojść z Łukaszem do porozumienia, w jaki sposób mogliśmy na siebie wpaść na takiej szerokiej drodze. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdybyśmy jechali z zawrotną prędkością, ale problem polega na tym, że wszystko działo się w takim tempie, że spokojnie moglibyśmy uniknąć zderzenia. Drugi szczegół, co do którego się nie zgadzamy to kierunki, z jakich jechaliśmy - ja uważam, że mieliśmy klasyczny przypadek czołówki, Łukasz twierdzi, że mu zajechałam drogę z tego kierunku, z którego on też jechał. Co do jednego z jego teorii mogę się zgodzić - drogę mu zajechałam, ale kierunku nie mogę potwierdzić. Każde z nas jest przekonane, że ma racje i tak było, jak mówi.
Dla zobrazowania dwa schematy:



I na koniec powiedzieć trzeba głośno - malarką nigdy nie byłam, nie jestem i raczej nie będę, co widać po moich bazgrołach. Sprawa kolizji pewnie pozostanie nie wyjaśniona, kolano się zagoi, siniaki znikną i za chwilę o tym wszystkim zapomnimy, choć teraz, gdy zaczynamy o tym gadać atmosfera gęstnieje :P

Ponownie zapraszam na mojego fan page'a, na którym zdecydowanie więcej smacznych kąsków muzycznych, ciekawe zdjęcia, inspiracje i odkrycia nie tylko internetowe :)

http://www.facebook.com/epasshion/

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Rysunki śliczne, ale nie mogę się zgodzić z tym, że tak zniekształcasz obraz zdarzeń. Dla jasności- nie, po wszystkim nie stałem z założonymi rękami tylko rzuciłem się do udzielania pierwszej pomocy :D poza tym nie mam wąsów :)
to wszystko obniża Twoją wiarygodność, niestety :*

Anonimowy pisze...

I w ogóle mieliśmy się już o to nie sprzeczać...

Ł. :*